piątek, 4 sierpnia 2017

22kg - layout

...czyli mój pierwszy scrap o jedzeniu ;)
...czyli moja pomidorowa trauma,
...czyli layout o 22 kg pomidorów, którymi "ucieszył" mnie mąż pewnej lipcowej soboty,
...czyli scrap o tym, że kocham go mimo wszystko :)








Wytrawne i doświadczone scraperki mówią o terapeutycznej roli scrapbookingu. O zachowywaniu nie tylko pięknych i radosnych chwil, ale o "przerabianiu" w sobie także tych trudnych poprzez scrapbooking.

Moje pomidorowe przeżycia trudno nazwać ciężkimi doświadczeniami, jednak obśmianie ich poprzez ironiczne naklejki, do tego w przemiłym gronie naszych "scrapowym półkolonii", zmienia wspomnienie zmęczenia, pretensji i zniechęcenia dając dystans i pozwalając spojrzeć z wdzięcznością.

Pozdrawiam!
Ania

niedziela, 30 lipca 2017

Wyprawa na Magurkę

Mieszkamy w górach, ale zbyt często nie korzystamy z ich uroków. Na studiach częściej się gdzieś wybyło w gronie przyjaciół, ale i tak nigdy nie byliśmy zapalonymi górołazami - pasjonatami. Ot tak lubiliśmy czasami gdzieś wyskoczyć. Odkąd dzieci na świecie mniej się chce - perspektywa niesienia nie tylko plecaka, ale również marudzącej czterolatki, którą nogi bolą jak tylko wysiadła z auta, nie zachęca ;)..... Mimo to uważamy, że warto, i zawsze po wyprawie jesteśmy bardzo zadowoleni.

Szukając informacji, gdzie najlepiej z dziećmi się wybrać (bo my tu napływowi), Andrzej trafił na taką oto ciekawą stronę beskidyzdzieckiem.pl, którą możemy Wam gorąco polecić. My na pewno jeszcze nie raz z niej skorzystamy.

Wybraliśmy trasę z Przełęczy Przegibek na Magurkę niebieskim szlakiem. Trasa krótka, umiarkowana co do trudności, z małymi wyzwaniami w postaci chyba dwóch stromszych podejść, więc urozmaicona.

Przedstawiam Wam naszą fotorelację:

Startujemy
Ja z pożyczoną chustą kółkową. Trochę Józef się w niej ponosił i Łucja oczywiście też. Ostatecznie jednak i tak tylko wrzucałam malucha na biodro i niosłam bez chusty bo za chwilę chciał schodzić.

Na całej trasie było mnóstwo jagodowych krzaczków pełnych owoców i pajęczyn.
Widok na Bielsko-Białą.


Maluchom od razu lepiej się szło gdy znalazły patyki.


Czasami warto coś przegryźć.
Kamienie cieszyły się dużym powodzeniem. Niczym klocki.

Na szczycie
Schronisko

Nasz obiad
I deser
Deseru ciąg dalszy: herbatka z szarlotką.
Wracamy



Przyroda jest piękna!



Pozdrawiam!
Ania

piątek, 28 lipca 2017

Spod kapelusza - layout

Ostatnie tygodnie są czasem scrapbookingowego odżycia. To zdecydowanie dzięki "scrapowym półkoloniom" i mojej determinacji by w nich uczestniczyć. Bez nich pewnie nic bym nie zrobiła.
I tak na ostatnim spotkaniu ukończyłam layout sprzed roku do mapki z My Creative Sketches.


A moja pracę wygląda tak i jest o Łucji i o tym jak się chwała pod kapeluszem bym nie mogła zrobić jej zdjęcia.


Bardzo mi się podoba w tej pracy to jak wzór papieru bazowego współgra ze wzorem kapelusza. Na proporczyka pod zdjęciami umieściłam jurnaling - gdzie i kiedy zrobiłam zdjęcia i kilka słów o Łusi.

Pozdrawiam!
Ania

sobota, 22 lipca 2017

Czaruś - layout

Layout będący owocem kolejnego spotkania w ramach "skrapowych pòłkolonii". Jego bohaterem jest najmłodszy Józio, nasz Czaruś, który rozsiewa swe uroki na lewo i prawo. Nie przepuści żadnej ekspedientce, zawsze się słodko uśmiechnie i powie ""część!". I choćby nie wiem jak broił, nie da się na niego  gniewać.






Pozdrawiam!
Ania

sobota, 8 lipca 2017

Face painting - layout

Layout o tym jak to nasza Łucysia lubi się malować.


Na co dzień idą w ruch, nie tylko farbki do malowania twarzy, ale także kredki, długopisy, mazaki. Wczoraj odkryła, że bibuła też oddaje kolor ;) A malowanie dotyczy nie tylko twarzy, ale całego ciała, w szczególności paznokci w ostatnich dniach. Taką mamy artystkę. Zastanawiamy się czy w przyszłości będzie malarką, wizażystką, a może będzie robić tatuaże?... Zobaczymy ;)

Pracę wykonałam w miłym towarzystwie na "skarapowych półkoloniach" czyli letnim skarapowym spotkaniu.
Korzystałam z dawnej mapki z My Creative Sketches.


Oto kilka dodatkowych ujęć.



Pozdrawiam!
Ania

środa, 5 lipca 2017

Hotel pszczół

Pod tym dziwnie brzmiącym tytułem kryje się post o.... Nie, nie! Nie o ulach, pszczołach i miodzie lecz o szału, który wczoraj skończyłam szydełkować.


Wzór, z którego korzystałam to "Hotel of bees shawl" autorstwa Christiny Hadderingh. Jest rewelacyjny. Autorka przeprowadza nas krok po kroku przez kolejne etapy tworzenia szala, wręcz dyktuje, linijka po linijce, co należy robić.


Włóczka, którą wybrałam to Cotton light z Dropsa. I nie polecam jej do tego wzoru i w ogóle do przerabiania na szydełku. Jest trudna, ponieważ jej włókna łatwo rozdzielają się. Do tego wzoru dużo lepsza byłaby polecana przez autorkę mieszanka bawełny i akrylu o mocnym splocie i jednocześnie miękka. 
Nie jestem też do końca zadowolona z kolorów, które wybrałam. Wahałam się czy wybrać coś z kolorów, które lubię czy uderzyć bardziej w temat szala, czyli pszczoły i pomarańczowy i żółty, w których jednak nie czuję się dobrze. Postanowiłam to połączyć sugerując się zdjęciem ze strony Drops, na którym użyte przeze mnie kolory były zestawione razem i wyglądały całkiem dobrze. I w sumie wyglądają razem miło z tym, że ja nie widzę siebie w tym pomarańczu. Mam nauczkę by następnym razem wybierać kolory, w które chcę się ubierać. Poza tym całość wyglądałaby dużo lepiej gdyby nie to, że okazało się że pomarańczowej włóczki mam za mało i musiałam kombinować: czy modyfikować wzór, czy zmodyfikować schemat kolorystyczny. Ostatecznie zmodyfikowałam kolory. 

Ostatecznie skonkluduję, że sporo się nauczyłam z błędów jakie przy nim popełniłam. Jednocześnie sam wzór jest tak piękny, że mimo tych moich błędów szal i tak wygląda dobrze. :)

Dane techniczne:

  • szydełko 4,5 mm
  • włóczka Drops Cotton light w kolorach: 23 jasnofioletowy, 25 liliowy jasny, 28 żółty (jak dla mnie bardziej pomarańczowy czy musztardowy ;) )

Na koniec mini sesja zdjęciowa w wykonaniu mojego najstarszego Stasia.




Pozdrawiam!
Ania

niedziela, 25 czerwca 2017

Radości tworzenia

KOŃCZENIE
Jest kilka projektów, które mają się powoli ku końcowi. To jest zawsze taki moment kiedy czuję dodatkową motywację do pracy, kiedy już tak blisko jest finał i za chwilę zobaczę gotowy produkt.


Jednym z nich są poduchy, które robię dla mojej koleżanki. Rozpoczęłam pracę nad nimi około dwóch lat temu. Miały one swoje okresy intensywnej pracy a potem "uśpienia". Teraz znów są na topie. W tym momencie są już prawie skończone, pozostało mi tylko kupić i przyszyć guziki.


Szal ten robiłam w ramach internetowego "wspólnego szydełkowego tworzenia" zwanego po angielsku crochet along (w skrócie CAL). Ten przepiękny wzór to Hotel of Bees Shawl czyli "Hotel Pszczół" zaprojektowany przez Christiana Hadderingh. Niestety nie udało mi się ukończyć go w terminie CALa a pracowałem nad nim intensywnie by zdążyć. Z powodu tej intensywności musiałam go odłożyć na chwilkę by od niego odpocząć. Od wczoraj ogarniam go po przerwie, już niewiele zostało do końca.


Cudne skarpetki dla mojego męża. Do końca jeszcze troszkę ale mocno przyspieszyły, ponieważ stały się moim głównym projektem samochodowym - gdziekolwiek jedziemy zawsze mam je ze sobą i mogę zrobić kilka rządków. Ostatnio dziergałam je nawet w dłuuugiej kolejce do jednej ze szpitalnych poradni.

ROZPOCZYNANIE
To także jest moment, który mocno mnie napędza. Zawsze nie mogę się doczekać by zacząć coś na co mam pomysł i włóczka już czeka.


Te śliczne motki zamienią się, mam nadzieję że do końca wakacji, w jeszcze śliczniejszy sweterek: A Good Vintage Cardigan. W tym tygodniu zrobiłam łańcuszek bazowy z prawie 200 oczek i przerobiłam dwa pierwsze rządki. Ufff...


Rozpoczęłam też długoterminowy projekt koca z resztek włóczek o grubości fingering (około 400m/100g), z których najczęściej robię skarpetki. To będzie taki koc wspomnieniowy - gdy na niego popatrzę będą mi się przypominały różne udziergi, które zrobiłam dla siebie i bliskich. Te dwa skromne kwadraty to jego początek. Powstały z włóczek pozostałych po skarpetkach. Ten po lewej z moich pierwszych skarpetek, które zrobiłam dla siebie, a ten po prawej ze skarpetek Łucysi. Środki i okrążenie łączące kwadraty są z jasnoszarej włóczki Drops Fabel.
Tutaj praca potrwa bardzo długo bo chciałabym by przykrywał nasze duże małżeńskie łóżko. Ten koc jest w wersji szydełkowej i ale chcę też go zrobić w wersji na druty.

SNUCIE PLANÓW


Ostatnio mamą przywiozła mi włóczkę, którą kiedyś dla niej kupiłam, ale jednak nie przypadła jej do gustu w przerabianiu. Bardzo podobają mi się te radosne letnie kolorki i długo zastanawiałam się na co ją przerobić, aż wpadłam na ten wzór: Ein Tag am Meer czyli "Dzień nad morzem". Śliczna bluzeczka, prawda? Dokupiłem jeszcze dwa motki koloru białego i przebieram palcami by zacząć.

UZNANIE
Mój ostatni layout "Moje chłopaki", który zgłosiłam do majowego wyzwania z mapką na blogu My Creative Sketches spodobał się i zyskał wyróżnienie.


Ciekawe jest to, że tworząc go przeczuwałam, że zwrócą na niego uwagę :-).

A co Wam w tworzeniu, w Waszym hobby sprawia radość?

Pozdrawiam!
Ania