niedziela, 21 maja 2017

Koc piknikowy

Mniej więcej rok temu wpadłam na pomysł by w zaprzyjaźnionym Przedszkolu i Szkole poprowadzić warsztaty szydełkowania. Głównym celem tych spotkań było stworzenie dla przedszkolnych i szkolnych mam miejsca i czasu na pogadanie i poznanie się lepiej, a także zrobienie czegoś co mogłoby materialnie wspomóc Przedszkole i Szkołę. Cieszyłam się też tym, że będę mogła podzielić się z nimi tym co lubię robić i trochę ich tym zarazić.

Szydełkowym projektem, który świetnie sprawdzi się przy takiej okazji jest koc z kwadratów babuni. Dawał nam możliwość dostosowania do naszych umiejętności i czasu jaki możemy mu poświęcić. Kupiłam więc mnóstwo kolorowych włóczek i przystąpiłyśmy do dzieła.

W warsztatach uczestniczyło w sumie razem ze mną 8 pań. Spotkałyśmy się 5 razy. Na pojedynczym spotkaniu było nas przeważnie od trzech do sześciu osób. Poziom umiejętności uczestniczek był różny: były doświadczone dziewiarki, były panie które potrzebowały przypomnienia, a były też takie, które dopiero na tych spotkaniach nauczyły się szydełkowania i to z ogromnym sukcesem :)
Czy udało mi się je zarazić pasją szydełkowania? Myślę, że najlepiej świadczy o tym koc, który zrobiłyśmy.


Koc złożony jest z 154 kwadratów. Jego wymiary to 116 na 147. Waży 907g, czyli zużyłyśmy około 18 motków włóczki Jeans Yarn Art.

W ostatnią sobotę został zlicytowany na corocznym przedszkolnym pikniku rodzinnym za niemałą kwotę.

Poniżej zamieszczam jeszcze kilka zdjęć, które zrobiła jedna z utalentowanych przedszkolnych mam, która swoją twórczością dzieli się na blogu Uszyte ze snów. Ona dokumentowała nasze spotkania, uszyła elegancki worek do zapakowania koca i dwie poduchy do których przyszyłam dwa panele z kwadratów, które nam zostały. Zrobiła także tą cudną kanapową sesję.

Dobrze było widzieć tę radość i szczęście jakie przyniósł ten koc wielu osobom.







Pozdrawiam!
Ania

piątek, 31 marca 2017

Zima - wiosna


Pomimo krótkiej nocy obudziłam się dziś wcześnie z wielką ochotą by coś robić, działać. To ewidentny dowód na to, że przyszła wiosna. Pogoda też zaczyna nas rozpieszczać, jest przyjemnie ciepło bo słoneczko mocniej grzeje. Jest coraz bardziej zielono. Z radością patrzę na pączki coraz obficiej pojawiające się na drzewach i krzewach i nie mogę się doczekać eksplozji kwiatów. Powoli też czas pomyśleć o balkonie i zasadzeniu na nim jakiś kwiatuszków by cieszyły oko. Moja mam już wczoraj kupowała bratki do swojego balkonowego miniogrodu.

Chce mi się żyć i tworzyć i dzielić ty co robię. Związane jest to też pewnie z tym, że nasz najmłodszy synek jest coraz starszy i w końcu powoli odstawiamy go od piersi co łączy się z tym, że mój mąż kładzie go spać. Dla mnie to oznacza odzyskany wieczór. Niekiedy i tak jestem tak zmęczona że sama też zasypiam na kanapie, bo bycie cały dzień z czwórką dzieci bywa bardzo męczące, szczególnie gdy najmłodsze to ciągle taki osesek, który uwielbia pierś (najlepiej nie tylko jeść ale też jako smoczek), chce być blisko mamy (najlepiej ciągle na rękach), już jest zupełnie mobilny i wszystkiego ciekawy (czyli wspina się na wszystko i nie ustaje póki nie zrobi i nie zdobędzie tego co zmierzył). I do tego próby "uczenia" najstarszych w naszej domowej szkole.

Ehh... Niełatwy to był czas... Ale idzie wiosna! I mnie się coraz więcej chce!

Pozdrawiam!
Ania